baner tit


 
 

Właściciel działek nad Zalewem Sulejowskim i mieszkańcy okolicznych osiedli domków jednorodzinnych są zbulwersowani faktem, że na wysokim brzegu w pobliżu zapory w Smardzewicach może powstać elektrownia wiatrowa.

Wiatraków nad zalewem
ciąg dalszy



Ochrona środowiska nie widzi przeciwskazań.
Właściciele działek nad zalewem w okolicach portu przy zaporze znów podnoszą alarm. W Urzędzie Gminy Tomaszów zbliża się do końca postępowanie w sprawie wydania warunków zabudowy dla elektrowni wiatrowej o mocy 1 MW. Z takim wnioskiem wystąpił Franciszek Więcławski, prezes spółki Fazbud z Bełchatowa. Firma zamierza wybudować dwa wiatraki wysokie na 90 metrów wraz z infrastrukturą elektroenergetyczną.
- Moja działka znajduje się w strefie, w której nic nie wolno budować. W sąsiedztwie nie będzie więc żadnych domostw - wyjaśnia Franciszek Więcławski. - Teren można zatem wykorzystać do produkcji energii elektrycznej. Energetyka wiatrowa jest przyjazna dla środowiska, nie niesie żadnych skutków negatywnych. Jedyną uciążliwością jest hałas, stąd konieczność budowy wiatraków z dala od ludzkich siedzib. Eksperci uznali, że miejsce nad zalewem spełnia wymagane warunki. Zgodnie z przepisami, odległość od najbliższych zabudowań ma wynosić nie mniej niż 180 m.
Jego zdanie podzielili pracownicy Wydziału Środowiska i Rolnictwa piotrkowskiej delegatury Łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego, do których projekt decyzji wójta trafił do uzgodnienia. W swojej decyzji napisali, że budowla nie będzie miała negatywnego wpływu na środowisko. I taka opinia bardzo zbulwersowała mieszkańców Swolszewic Małych.

Przyszli (potencjalni) sąsiedzi wiatrowej farmy są przerażeni. - Usytuowanie elektrowni w tym miejscu jest kompletnym nieporozumieniem - mówi Bogdan Rybak, którego działka graniczy z nieruchomością bełchatowianina. - Po pierwsze jest to teren na skraju skarpy nad samym zalewem, wprost „wiszący” nad portem. Takie wiatraki z pewnością będą stwarzać zagrożenie dla ludzi i jachtów. Po drugie działka pana Więcławskiego ma około 200 m długości i zaledwie ok. 30 m szerokości. Skrzydła wiatraka mają większą rozpiętość. Jak na takim niewielkim terenie można zlokalizować tak potężną elektrownię? To jakaś pomyłka.
Na alarm biją też instytucje i organizacje związane z ochroną przyrody. Północno-zachodnia część Zalewu Sulejowskiego nie leży bezpośrednio w Sulejowskim Parku Krajobrazowym, a tylko w jego otulinie. Pracownicy SPK uważają jednak, że zbudowanie elektrowni wiatrowej w pobliżu zapory będzie miało poważne skutki ekologiczne.
- W bezpośrednim otoczeniu parku krajobraz winien harmonizować z jego centrum, tworząc jednolitą całość. Każdy obcy element wyniesiony ponad horyzont wprowadza nieład, chaos w przestrzeni i powinien być eliminowany na etapie projektowania - twierdzi Zbigniew Kołucki z SPK. - Dwie wiatrownie wysokości 90 m będą elementem obcym w krajobrazie doliny Pilicy. Ich istnienia nie wytłumaczy się żadnymi logicznymi przesłankami, zaś degradacja wnętrza krajobrazowego będzie oczywista. Wnętrza jednostek krajobrazowych SPK staną się z krajobrazu „przyrodniczo-kulturowego harmonijnego” krajobrazem „przyrodniczo-kulturowym zdegradowanym” - co jest niedopuszczalne w tej formie ochrony, wynikającej z ustawy.

Jak dodaje Kołucki, doliny dużych rzek są ważnym korytarzem ekologicznym, którym przemieszczają się gatunki. Dlatego większość systemów ochrony w skali Europy i poszczególnych państw (Corine, Ekonet) oparte są głównie na dolinach rzecznych. W planie zagospodarowania przestrzennego województwa łódzkiego Pilica wraz z doliną tworzy ważny system ekologiczny różnorodny przyrodniczo o randze krajowej. Wybitne walory przyrodnicze spowodowały, że został tu utworzony Zespół Parków Krajobrazowych.
Do dyskusji o wiatrakach włączyli się członkowie Piotrkowskiego Klubu Przyrodników „Ostoja”. W liście skierowanym do łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego napisali, że budowa farmy wiatrowej w Swolszewicach Małych będzie miała negatywny wpływ na ptaki żyjące w tym miejscu.
Polska ratyfikowała w 1996 r. Konwencję Bońską, dotyczącą ochrony wędrownych dziko żyjących zwierząt (ptaków, nietoperzy), w myśl której zobowiązuje się do ochrony siedlisk lęgowych, miejsc odpoczynku i docelowego przebywania gatunków rzadkich.
Kołucki twierdzi też, że w załączniku nr 4 do rozporządzenia wojewody łódzkiego z 3 listopada 2006 r do Planu Ochrony Sulejowskiego Parku Krajobrazowego w zakresie ochrony flory i fauny w punkcie 11 istnieje zapis, że do zadań ochronnych należy zapewnienie ciągłości korytarzy ekologicznych m.in. przez ochronę dolin rzecznych przed zabudową. Jednostkami wskazanymi do realizacji tego zadania są m.in. wójtowie gmin i właściciele gruntów. - Przypominamy, że władze gmin zaaprobowały te ustalenia i zobowiązały się do ich przestrzegania - dodaje.
I jak to się ma do decyzji Łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego. Dlaczego urzędnicy nie dostrzegli żadnych przeciwwskazań?
Kazimierz Perek, dyrektor Wydziału Środowiska i Rolnictwa ŁUW jest nieco zaskoczony decyzją swych urzędników. Jak mówi, dotychczas we wszystkich przypadkach zamiaru budowy wiatraków na terenach chronionego krajobrazu wydawano opinię negatywną. Obecnej sprawy komentować nie chce, gdyż jej nie zna, a przecież każda jest inna. Obiecał, że zapozna się z tematem i udzieli wyjaśnień.
Procedura wydawania warunków zabudowy trwa. - Wpłynął wniosek właściciela terenu i musi zostać rozpatrzony zgodnie z przepisami - mówi Ignacy Niedziałkowski, wójt gminy Tomaszów. - Uważam jednak, że zamiar takiej inwestycji w tym miejscu nie jest zbyt szczęśliwy, ale to moje prywatne zdanie. Dobiegło końca uzgadnianie projektu. Choć szło to opornie i trwało bardzo długo, bo od kwietnia, to mamy już wszystkie opinie i wkrótce podejmiemy decyzję.

Prezes Fazbudu wiosną mówił nam, że jeśli nie otrzyma warunków zabudowy, to nie będzie forsował inwestycji nad zalewem za wszelką cenę. Nie będzie latami odwoływał się od negatywnych decyzji czy też chodził po sądach. Fazbud jest firmą budowlaną, a jej szefowie uznali, że czas podjąć własne inwestycje. Zdecydowali się zainwestować w energetykę odnawialną. Firma przygotowuje się do budowy od ponad roku. Nie chce więc tracić czasu na przepychanki. Jeśli będą trudności z budową wiatraków nad zalewem, to postawi je gdzie indziej. Są w rezerwie pewne tereny.
Inwestycja w farmę wiatrową jest kosztowna. Jeden 90-metrowy wiatrak (są większe i droższe) kosztuje 1,2 miliona złotych. Do tego trzeba zbudować trafostację oraz przyłącze kablowe. Prąd musi trafiać do krajowej sieci. Dlatego pomysł na Swolszewice, gdyż obok jest hydroelektrownia.

Mieszkańcy Swolszewic Małych nie chcą wiatraków. Pod protestem, który trafił do wielu samorządów i ŁUW, podpisało się kilkaset osób. - W przewodniku dla inwestorów, opracowanym przez Polską Izbę Gospodarczą Energii Odnawialnej, napisano, że potencjalne oddziaływanie akustyczne zespołu elektrowni wiatrowych jest w strefie kołowej o średnicy ok. 500 m, a najbliższy dom stoi niespełna 200 m od działki, na której mają stanąć wiatraki - twierdzi Krzysztof Siemieniuk. - Po drugie w odległości 10 km nie powinno być obszarów wrażliwych, a po trzecie inwestor powinien wziąć pod uwagę cechy krajobrazu, który zostanie bardzo zmieniony. Żaden z tych warunków w naszym przypadku nie jest spełniony. Liczymy, że wójt gminy Tomaszów nie zgodzi się na budowę tych potężnych wiatraków.
Faktem jest, że nadpilicka skarpa koło Swolszewic Małych to spore wzgórze, najwyższy punkt w okolicy. Postawione na nim prawie stumetrowe wiatraki będą widoczne z całego zalewu, nawet spod Sulejowa. Z daleka może nawet będą wyglądać dość atrakcyjnie, ale z bliska może to być koszmarny widok.
Ryszard Pożyczka

----


 


Umożliwiliśmy Państwu komentowanie artykułów.
Treść komentarza przesyłana jest za pośrednictwem formularza bezpośrednio ze strony.
Umieszczenie Państwa opinii na stronie TIT on-line odbywa się każdego dnia
w godzinach popołudniowych.

Skomentuj artykuł

 

 

  pasek dolny