baner tit


 
 

To katastrofa – tak można podsumować skuteczność poprzedniej i obecnej
 ekipy rządzącej Tomaszowem w pozyskiwaniu funduszy unijnych.

Wszyscy jesteśmy winni 




Nasi sąsiedzi są o wiele bardziej skuteczni - na zdjęciu - obwodnica Piotrkowa powstała ze środków pozabudżetowych.


W trakcie poprzedniej kadencji władze miasta złożyły 1 (słownie: jeden) wniosek do Zintegrowanego Programu Operacyjnego Rozwoju Regionalnego, który od roku 2004 był największym dysponentem środków unijnych. Nic też dziwnego, że pod tym względem zajmowaliśmy ostatnie miejsce nie tylko w województwie. Wyprzedzały nas nawet małe, wiejskie gminy. Dwa lata rządów Rafała Zagozdona są pod tym względem o wiele lepsze, ale to ,,lepsze” wynika przede wszystkim z nieudolności poprzedników. Wystarczy przyjrzeć się działaniom jakie podejmują sąsiedzi by uzmysłowić sobie przepaść jaka nadal dzieli nas nawet od średniaków.
Dlaczego wciąż wleczemy się na końcu stawki? Jeszcze rok temu bezsprzecznie jako główną przyczynę można by podać ,,puste szuflady” – brak dokumentacji zostawionej przez poprzedników, brak projektów, które następcy mogliby kontynuować. To ważne, bowiem jeśli spojrzymy na takie miasta jak Piotrków, Bełchatów czy Radomsko okaże się, że źródłem sukcesu jest działanie przekraczające ramy kadencji. Kolejni prezydenci kończą to co zaczęli poprzednicy. U nas nie było ani działań, ani ciągłości. Wypadliśmy z rynku. W czasie gdy inni przecierali ścieżki, tworzyli lobby na rzecz swoich miast nasze władze niszczyły nader skutecznie wizerunek Tomaszowa.
Może to było przyczyną, że my sami – mieszkańcy miasta – dołożyliśmy przysłowiowy gwóźdź do trumny wybierając zarówno do parlamentu jak i do samorządu wojewódzkiego ludzi zupełnie niezwiązanych z naszym regionem.
- Tomaszów nie ma poparcia – mówi prezydent Zagozdon – nie mamy swoich przedstawicieli w gremiach decydujących o rozdziale środków, o kolejności realizacji inwestycji regionalnych. Staramy się pozyskiwać zwolenników dla naszych koncepcji. Prowadzimy wiele rozmów – zarówno przy okazji oficjalnych spotkań jak i tych roboczych. Powoli zmienia się sposób patrzenia na nasze miasto.
Trudno wymagać aby prezydent wykraczał poza obowiązkowy ,,umiarkowany optymizm”, jednak trudno też uwierzyć, że ludzie, których podstawowy elektorat wywodzi się z Piotrkowa czy Radomska nagle zapałają miłością do Tomaszowa i zaczną forsować nasze koncepcje. Politycy umieją liczyć – wybraliście mnie – muszę pokazać, że warto mnie wybrać ponownie. Podkreślają to wszyscy ludzie, których poprosiłem o komentarz do tego tematu.
- W ciągu ostatnich dwóch lat złożyliśmy 19 wniosków na sumę 419 milionów złotych – podsumowuje prezydent. Brzmi to imponująco. Jednak samo złożenie wniosku nie gwarantuje, że zostanie on przyjęty. Niestety – niemal jedna trzecia (6) naszych wystąpień o środki zewnętrzne nie była w ogóle rozpatrywana. Odrzucono je z uwagi na błędy merytoryczne. Skandalem natomiast jest to, co zdarzyło się w październiku. Urząd Marszałkowski poinformował, że są środki na dofinansowanie inwestycji. Gdy pytaliśmy w Urzędzie Marszałkowskim ile wniosków złożył Tomaszów otrzymaliśmy formalną odpowiedź, że żadnego. Dlatego też zdziwiła nas informacja wiceprezydenta Haraśnego, że miasto przesłało ich pięć.
Okazało się, że obie informacje były prawdziwe. Nasze wnioski utknęły gdzieś na biurku w Łodzi i nie były w ogóle rozpatrywane. Nikt w Tomaszowie, wiedząc, że czas na dostarczenie dokumentów jest bardzo krótki nie zainteresował się, czy dotarły do adresata. Niefrasobliwość?
Cisną się bardziej dosadne słowa zważywszy, że na przykład Opoczno dostało milion złotych na rozbudowę szkoły a Sieradz ponad dwa na modernizację basenu.
Paradoksalnie jedną z przyczyn naszych porażek jest... sukces. – Nikt tego nie mówi wprost, ale często odnoszę wrażenie, że fakt,. iż otrzymaliśmy ponad 70 milionów na rewitalizację blokuje możliwość pozyskania innych środków. To tak jakby decydenci wychodzili z założenia, że dostaliśmy dużo i powinno nam to wystarczyć – mówi Rafał Zagozdon.
W ciągu dwóch lat do Tomaszowa trafiło 3 846 769 złotych z funduszy krajowych. Dzięki nim można było m.in. stworzyć pracownię ceramiczną w MOK-u, przeprowadzić kilka programów edukacyjnych i profilaktycznych. To tak zwane ,,fundusze miękkie” – równie ważne, ale nie wymagające przygotowania tak skomplikowanej dokumentacji jak „twarde” – inwestycyjne. Tych ostatnich na papierze jest bardzo dużo, bo aż 71 273 132 zł. Jeżeli jednak weźmiemy pod uwagę, że 70 milionów 700 tysięcy to kwota zarezerwowana na przeprowadzenie rewitalizacji centrum, obraz przestaje być różowy. Jednak nawet ta kwota blednie np. wobec 145 milionów, jakie ma zagwarantowane Piotrków.
* * *
Czy będzie lepiej? Wszystko wskazuje na to, że mamy szanse. Mamy przygotowane projekty. Będziemy występować o dotację na budowę pływalni, na inwestycje drogowe. Niemal pewne są wielkie środki na modernizację oczyszczalni ścieków. Jeżeli do tego władze zdołają wymusić większą aktywność podmiotów, które potrafią jedynie sięgać do miejskiej kasy coś może się zmienić na lepsze. Przez dwa lata, mimo widocznych jeszcze, czasem rażących błędów, nabraliśmy doświadczenia. Wypada mieć nadzieję, że władzy starczy konsekwencji i determinacji, by wydobyć Tomaszów z kilkuletniej zapaści – to taki przedświąteczny optymizm.
Andrzej Kucharczyk

Ile dostali inni
 
1. Radomsko     15 471 121 zł
 2. Piotrków Tryb.    11 389 685 zł
 3. Kutno    10 437 557 zł
 4. Bełchatów     8 960 589 zł
 5. Skierniewice     8 261 278 zł
 6. Ozorków     8 004 979 zł
 7. Opoczno     6 198 426 zł
 8. Rawa Maz.     4 426 700 zł
 9. Sieradz     3 598 284 zł
10. Tomaszów      3 341 003 zł

Kwoty dofinansowania uzyskane przez niektóre miasta województwa łódzkiego w ramach Zintegrowanego Programu Operacyjnego Rozwoju Regionalnego od roku 2004.
W zestawieniu obejmującym wszystkie miasta, powiaty i gminy uderzyła nas jedna pozycja:
Rzeczyca    6 826 936 zł
Dwa razy więcej niż Tomaszów!



Dlaczego tak mało...

Mariusz Węgrzynowski - radny
Podstawową przyczyną słabej skuteczności jest brak przedstawicieli naszego regionu w parlamencie i samorządzie wojewódzkim. Nie potrafimy także dotrzeć do ludzi wybranych z naszego terenu do Parlamentu Europejskiego. Podejrzewam, że rozmów, które mogłyby doprowadzić do powstania swego rodzaju lobby tomaszowskiego nie było albo wcale, albo były one nieskuteczne. Uważam ponadto, że zbyt mało jest prób nawiązania kontaktów z parlamentarzystami, którzy tu zostali wybrani a reprezentują inną opcję polityczną niż władze miasta.
Kolejną przyczyną jest niewystarczające przygotowanie naszych urzędników. Być może rozwiązaniem byłoby wsparcie się dobrymi firmami zewnętrznymi. Aby osiągać sukces trzeba mieć jasno określone cele. Powinny być one sformułowane zaraz na początku kadencji a w ślad za tym powołany zespół ludzi pracujących nad ich osiągnięciem. Niestety – u nas często wygląda to tak, jakby za wszelką cenę niektóre osoby nie chciały tworzyć struktur, z którymi musiałyby się podzielić ewentualnym sukcesem.

Mariusz Strzępek - były radny
Po pierwsze od kilku czy może nawet kilkunastu lat nikt nie przedstawił jasnej i spójnej wizji miasta. Dokumenty o charakterze strategicznym się robi... i nic z tego nie wynika. Widać wyraźnie chaos i przypadkowość działań.
Po drugie, należy pamiętać, że pozyskiwanie funduszy unijnych powinno się postrzegać również w kategoriach rynkowych, czyli konkurencji. Na każde jedno Euro unijnej dotacji, jest kilku chętnych. Wynika z tego, że samo napisanie i złożenie wniosku nie jest wystarczające. Należy zabiegać i przekonywać do jego akceptacji. Udowodnić, że to właśnie nasz projekt zasługuje na uznanie. Tutaj niezwykle pożyteczny może okazać się element trzeci. Lobbing na rzecz projektu np. parlamentarzystów czy chociażby radnych sejmiku wojewódzkiego. Niestety nie możemy się pochwalić ani jednymi, ani drugimi. Cały więc ciężar spoczywa na władzach miasta.
Lobbing wspomagany powinien być budową pozytywnego wizerunku miasta. To niestety kuleje. Władze wciąż nie rozumieją istoty działań pijarowskich. Poprzednio również skoncentrowane były one na osobie prezydenta nie mieście. Na koniec coś, co być może wiele osób zaskoczy. Uważam, że największym naszym nieszczęściem jest niepewny sukces programu rewitalizacji. W konkurowaniu o fundusze może być on wykorzystywany przeciwko nam. Każdy bowiem może używać argumentu pt. „oni już dostali”. Tyle tylko, że tych pieniędzy wciąż nie widać.
Może warto także rozważyć zatrudnianie sprawdzonych firm consultingowych do przygotowywania i lobbowania konkretnych wniosków o dotacje. Niższe koszty i wyższa efektywność.

Stanisław Fila - prezes firmy JOKA
- Moim zdaniem podstawą niepowodzeń jest brak profesjonalizmu i za mało agresji w przebijaniu się ze swoimi racjami. Nasza firma wielokrotnie sięgała po środki zewnętrzne. Początkowo byliśmy niezbyt lubiani. Żądaliśmy wyjaśnień, uzasadnień do stosowanych wobec nas ocen. Jeśli było trzeba interweniowaliśmy we wszystkich możliwych instancjach. Po prostu domagaliś-my się rzetelnej i zgodnej z kryteriami oceny. Obecnie jesteśmy postrzegani jako trudny, ale profesjonalny i odpowiedzialny partner. Niestety w urzędzie brakuje działań, które by taki wizerunek budowały. Nasze projekty przygotowuje jeden człowiek, który oprócz tego ma inne obowiązki zawodowe.

Zenon Łaski - przewodniczący Rady Miasta
Nie można liczyć na poparcie ludzi, którzy w naszym regionie zjawiają się tylko w trakcie kampanii wyborczej by zebrać trochę punktów. Tymczasem tomaszowianie od wielu lat oddają w większości swoje głosy zarówno w wyborach parlamentarnych jak i do samorządu wojewódzkiego ludziom z zewnątrz. Trudno potem wymagać by człowiek mający wpływ na decyzję o przyznaniu środków dał je nam, a nie na swój teren. To przecież tam ma największy elektorat, to tam jest rozliczany z efektów działań na rzecz regionu. Taki mechanizm działa przy mniejszych projektach – drogowych, infrastrukturalnych itp. Wbrew pozorom łatwiej uzyskać pieniadze na duże zadania – jak w naszym przypadku rewitalizacja czy oczyszczalnia niż na drogi, remonty czy basen. Niestety – to właśnie mniejsze projekty – rzędu kilku milionów najbardziej zmieniają oblicza miast i wsi, najbardziej przyczyniają się do podniesienia poziomu życia.
Wizerunek miasta, lobbing na jego rzecz buduje się latami. Niestety – zaniedbaliśmy te działania. Teraz staramy się nadrabiać zaległości. Być może już niebawem przyjdą efekty.

Tadeusz Adamus - radny
Generalnie myślę, że powodem tego jest przede wszystkim to, że ambitnie rzucamy się na duże inwestycje. Najpierw „Program Pilica”, teraz ,,Modernizacja Oczyszczalni Ścieków w Tomaszowie Mazowieckim, skanalizowanie części aglomeracji Tomaszowa Mazowieckiego” i „Rewitalizacja”. To są naprawdę duże projekty infrastrukturalne, dla których przygotowanie pełnej dokumentacji i realizacja trwa wiele lat. Proszę zauważyć, że udało się w miarę poprawnie zrealizować „Białobrzeską”. Trwało to kilka lat, choć to był zaledwie kilkusetmetrowy odcinek ulicy. W przypadku obecnej „Modernizacji...” jest to ponad 140 km kanalizacji plus właściwa modernizacja Oczyszczalni. Podobnie z rewitalizacją. Być może nie trzeba się było rzucać na głęboką wodę tylko jeść małymi łyżeczkami, czyli realizować kilkanaście projektów po kilka milionów złotych przez ostatnie 10 lat. No cóż, nie zawsze na wszystko mamy wpływ do końca. Te duże projekty otrzymaliśmy głównie dlatego, że były właśnie „duże”. Proszę zauważyć, że w przypadku tzw. projektów „miękkich”, których przygotowanie i koszt są rzędu kilkuset tysięcy złotych idzie nam znacznie lepiej. I tu już tak tragicznie nie jest.
 

----


 


Umożliwiliśmy Państwu komentowanie artykułów.
Treść komentarza przesyłana jest za pośrednictwem formularza bezpośrednio ze strony.
Umieszczenie Państwa opinii na stronie TIT on-line odbywa się każdego dnia
w godzinach popołudniowych.

Skomentuj artykuł

 

 

  pasek dolny