Z roku na rok w naszych nadleśnictwach maleje sprzedaż żywych drzewek.
Choinka niesie zapach lasu
Trudno
sobie wyobrazić Boże Narodzenie bez choinki i świętego Mikołaja. To z
pewnością najpopularniejsze symbole końca roku, maksymalnie
eksploatowane przez handel, ale zawsze kochane. Nie za bardzo
wyobrażamy więc sobie te rodzinne święta bez zielonego, pięknie
ozdobionego drzewka w gościnnym pokoju. A przecież tradycja ubierania
choinki nie jest zbyt stara, coś około dwustu lat. Przyszła do nas z
Niemiec i przyjęła się błyskawicznie. Za niespełna tydzień w większości
domów znów zabłysną choinkowe światełka. Na ulicach miast
zapalone są one już od wielu dni.
Jak wykazują badania statystyczne, blisko połowa Polaków
przystraja choinki sztuczne. Te praktyczne substytuty cieszą się
niesłabnącym powodzeniem. A kupić je można dosłownie wszędzie. Już na
początku grudnia plastikowe drzewka pojawiły się w licznych sklepach i
na targowiskach. Ceny zależne są od wysokości i grubości igieł.
Najmniejsze kosztują ok. 10 zł, a najwyższe – ponad 2,5 m, są w z
cenie od 120 do 250 zł.
Obecnie wielu ludzi stoi przed dylematem - stroić sztuczne drzewko czy
też kupić żywą choinkę. W latach 70. i 80. ubiegłego wieku plastikowe
choinki były w wielkiej modzie. Przynosiły powiew Zachodu. Jeszcze w
latach 90. dużo osób sięgało po ten praktyczny substytut, ale to
się ostatnio zmienia. Młode pokolenia coraz częściej chcą obchodzić
święta tak jak ich dziadowie i pradziadowie. Coraz więcej
Polaków twierdzi, że tradycja wymaga, aby w domu stanęło żywe
drzewko, by wspaniale pachniało lasem. Wycięte z plantacji choinki są
już w sprzedaży. Można kupić w centrach handlowych, na targowiskach lub
w lesie. Z tym ostatnim są jednak coraz większe trudności.
W Lasach Państwowych sprzedaż świeżych drzewek systematycznie maleje, a
o choinkę prosto z lasu coraz trudniej. W Nadleśnictwie Spała nie ma
już żadnej plantacji. Stare wycięto, nowych nie założono. Leśnicy
twierdzą, że nie opłaca się inwestować w choinki. Na rynku jest zbyt
duża konkurencja.
Na terach Nadleśnictwa Smardzewice są trzy plantacje. Jedna w
leśnictwie Prucheńsko, ale tam już są choinki wyrośnięte –
powyżej 4 m. Duży wybór jest w Leśnictwach Brzustów i
Swolszewice. Nie ma tam wielkich plantacji, ale sporo drzewek posadzono
pod liniami wysokiego napięcia i teraz się je wycina.
W Lasach Państwowych cena drzewka zależy od wysokości i przykładowo
cena świerka wynosi od 25 do 60 zł za drzewko powyżej 3,5 m. To w sumie
dość drogo. Na tomaszowskim targowisku za świerki ponad 2,5 m wołają
25-30 zł.
Od kilku lat coraz modniejsze są choinki importowane. Tak naprawdę to
były one importowane w latach 90., a teraz najczęściej pochodzą z
plantacji w Polsce. Chodzi przede wszystkim o jodłę kalifornijską i
świerka kłującego. Podbiły one serca Polaków z powodu grubych
gałązek i igieł oraz idealnego, wręcz bajkowego, pokroju. Cena jest
dość przystępna. Oscyluje w granicach 30-50 złotych.
Dlaczego Lasy Państwowe nie zakładają plantacji takich drzewek? To
przecież niezły interes. - My jesteśmy od tego, by prowadzić racjonalną
gospodarkę leśną, a nie sadzić obce nam rośliny, co może przynieść
zmiany w ekosystemie – wyjaśniają leśnicy. - Robienie tego nawet
na izolowanych plantacjach jest ryzykowne. To przecież nie są rośliny
naszej strefy klimatycznej.
Dla ludzi, którzy nie cierpią okazjonalnego wycinania drzew,
producenci przygotowali choinki „ekologiczne” - w
doniczkach. Te są już nieco droższe. W zależności od wysokości
zapłacimy od 25 do 65 zł. Od kilku lat są one mocno propagowane.
Sprzedawcy twierdzą, że gdy drzewko przestanie być świąteczną ozdobą,
można je wysadzić do gruntu. Może i można, ale my takiego przypadku nie
znamy. Podobno trzeba uważać, by świerk czy sosna nie były w cieple
dłużej niż dwa tygodnie, a później należy je jeszcze
„zahartować” do niskich temperatur. Szanse na przyjęcie są,
ale raczej niewielkie. Próbowaliśmy. Nie udało się.
(poż)
----
|