Po nowelizacji ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych.
Z własnego mieszkania
można trafić na bruk
Około
cztery tysiące tomaszowskich spółdzielców skorzystało z
możliwości, które dał im parlament, i przekształciło swoje
mieszkania w własnościowe. To zaledwie niewiele ponad 30 procent
wszystkich, którzy zyskali do tego prawo. Jednak prawo własności
nie zwalnia nikogo od obowiązku wnoszenia comiesięcznych opłat. Poważne
zadłużenie doprowadzić może do utraty mieszkania. Mamy już pierwszy
taki przypadek w Tomaszowie.
Sejm nowelizację ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych oraz
niektórych innych ustaw przyjął 14 czerwca 2007 r. Po podpisaniu
jej przez Prezydent RP weszła w życie z dniem 31 lipca ub. roku. Nowy
kształt ustawy jest efektem długiej debaty i kompromisu wielu
ścierających się stron. Choć nie jest to prawo, które zadowoliło
wszystkich, jednak z całą pewnością przyczyniło się do pozytywnych
zmian w spółdzielniach, biorąc w obronę
spółdzielców, którzy do tej pory byli często
bezradni wobec działań i postawy władz, przez nich zresztą wybieranych.
Ustawa wprowadziła uwłaszczenie spółdzielców z
lokatorskim lub własnościowym prawem do lokalu oraz najemców
lokali. Szacowano, że przeszło 3 miliony Polaków będzie mogło
stać się pełnymi właścicielami zajmowanych mieszkań. Spółdzielcy
mogą ubiegać się o przekształcenie swoich praw własnościowych, gdy na
ich mieszkaniu nie ciążą żadne zobowiązania finansowe. Im starsze, tym
tańsze. W niektórych przypadkach kosztowało nawet kilka złotych
(nie licząc opłaty za notariusza). Z reguły w grę wchodziło kilka lub
kilkanaście tysięcy złotych. Zajmujący mieszkania lokatorskie płacą 3
procent ich rynkowej wartości. O pełną własność mogą ubiegać się też
najemcy garaży, lokali użytkowych i pracowni artystycznych. Z
uwłaszczenia mogą również skorzystać osoby zajmujące mieszkania
należące wcześniej do przedsiębiorstw państwowych. Nikomu, kto spełnia
ustawowe warunki, spółdzielnia nie może odmówić
przekształcenia w pełną własność, a jeśli nie zgodzi się na to,
przeniesienie własności można będzie wyegzekwować w sądzie.
W Tomaszowie spółdzielnie już dawno uporały się z pierwszą,
główną falą przekształceń. W najgorszej sytuacji była
Spółdzielnia Mieszkaniowa Przodownik, w zasobach której
jest ponad 9.000 lokali. Ustawodawca nałożył na władze
spółdzielni obowiązek dokonania przekształcenia w ciągu trzech
miesięcy. Tymczasem o zmianę własności natychmiast wystąpiło blisko
3.000 mieszkańców domów Przodownika. Takiej masy
wniosków nie sposób było załatwić w ustawowym terminie.
Tym bardziej, że „moce przerobowe” tomaszowskich notariuszy
były zbyt małe wobec ogromu zleceń.
Niektórzy wnioskodawcy niecierpliwili się i donosili do
prokuratury na łamanie prawa przez władze Przodownika. - Kilkakrotnie
byliśmy przesłuchiwani przez prokuratorów i policjantów,
ale nasze wyjaśnienia widocznie były przekonujące, bo wszystkie
postępowania umorzono. Nie sporządzono żadnego aktu oskarżenia i sprawą
nie musiał zajmować się sąd - mówi Jan Nowakowski, prezes
zarządu Przodownika.
Spółdzielnia z główną falą przekształceń uporała się w
niewiele ponad rok. Dziś nie ma oczekiwania w kolejkach. Nadal są
chętni do przyjęcia prawa własności, ale jest to kilka-kilkanaście
osób miesięcznie.
W SM Grota nie było większych problemów z przekształceniami. Do
spółdzielni należało około 1.500 mieszkań (w większości
bloków i domów przejętych kilka lat temu od upadłego
Wistomu). Jak powiedziała nam wiceprezes Anna Kumek, z przepisów
nowej ustawy skorzystało ponad 400 mieszkańców. Chętni są nadal,
ale to pojedyncze przypadki.
Jeszcze łatwiej wszystko poszło w SM Nasza Chata. Ta
spółdzielnia ma kilka bloków z około 200 lokalami. O
przekształcenie mieszkania wystąpiło około 80 lokatorów. Jak
mówi prezes Ryszard Męcina, jest jeszcze niespełna 40 lokali,
których status może się zmienić, ale ich najemcy nie spieszą
się.
Osoba, która stała się właścicielem mieszkania, może korzystać z
niego bez ograniczeń. Może mieć dowolną liczbę mieszkań, nie potrzebuje
zgody spółdzielni na ich sprzedaż, a nabywca takiego lokalu nie
musi być spółdzielcą.
Nie oznacza to jednak, że żyjąc w mieszkaniu własnościowym, nie trzeba
wnosić comiesięcznych opłat. Ba, trzeba się bardziej pilnować niż w
przypadku lokatorów. A niektórzy nowi właściciele już
wpadają w pętlę zadłużenia.
By przenieść prawo własności na najemcę, mieszkanie nie może być
zadłużone ani kredytem budowlanym, ani opłatami eksploatacyjnymi. A
długi lokatorskie są zmorą tomaszowskich właścicieli domów, w
tym spółdzielni. Wielu tomaszowian, wcześniej zalegających z
opłatami za lokale, decydując się na wystąpienie z wnioskiem o
przekształcenie, spłaciło zadłużenie. Często jednak odbywało się to
kosztem zaciągnięcia kredytów. Czasem na dłużnika rzucały się
całe rodziny. Po euforii z przekształcenia, szybko okazywało się, że
nowego właściciela nie stać na utrzymania drogiego lokalu. I
znów zaczął zalegać z opłatami.
Wobec poważnych dłużników lokatorów spółdzielnie
występowały do sądów o eksmisje. Sądy wyroki wydają, ale z
warunkiem przyznania lokalu socjalnego. A tych nie ma. Dłużnicy więc,
przynajmniej na razie, mogą spać spokojnie.
A co mogą zrobić spółdzielnie z niepłacącymi właścicielami?
Dokładnie to samo. W Tomaszowie już mamy pierwszy taki przypadek. Z
reguły po przekształceniach w blokach powstały wspólnoty
mieszkaniowe, a spółdzielnie są tylko zarządcami. W bloku
niegdyś należącym do SM Grota mieszka mężczyzna, który po
przekształceniu przestał płacić czynsz. Zadłużenie błyskawicznie
przekroczyło 10.000 złotych. Na wniosek zarządcy, zebranie
wspólnoty postanowiło wykluczyć takiego członka ze swoich
szeregów i podjęło uchwałę o wystąpieniu do sądu o jego
eksmisję. Dalej sprawą zajęli się prawnicy Groty. Sąd, choć
nierychliwy, wydał w końcu nakaz eksmisji i to na bruk.
Mieszkanie zajął się komornik, który wystawił je na licytację. O
dziwo, znalazł się człowiek, który kupił mieszkanie razem z
lokatorem, nie wyrzucając go z domu. Tomaszowianin nadal więc ma dach
na głową, ale może go w każdej chwili stracić.
Niewnoszenie opłat przez nowych właścicieli na razie nie jest jeszcze
poważnym problem. Fakt, że ma się swoje własne mieszkanie, mobilizuje
do lepszego dbania o nie. Większość wnosi opłaty sumiennie. Są już
jednak ludzie, i nie są to odosobnione przypadki, którzy
przestali płacić. Sam słyszałem wypowiedź mężczyzny, który jest
przekonany, że nie wyrzucą go z mieszkania, dopóki zadłużenie
nie przewyższy wartości lokalu. Warto więc wiedzieć, że ani
wspólnoty mieszkaniowe, ani zarządcy budynków nie mają
zamiaru kredytowania prywatnych właścicieli. I sprawy szybko trafiają
do sądu.
Ryszard Pożyczka
----
|